Dawno, dawno temu, gdzieś na krańcu świata, tam, gdzie poskręcane korzenie starych sosen spotykają się z miękkim, srebrzystym mchem tundry, a fale morza delikatnie muskają brzeg - rozciągała się niezwykła kraina pełna tajemnic i czarów. Mieszkała tam dobroczynna czarownica o imieniu Wanda, znana z życzliwego serca oraz mądrych i ciepłych oczu, które potrafiły patrzeć w głąb duszy każdego stworzenia. Jej dom stał w środku lasu, pod rozłożystą jodłą, a wokół niego nieustannie krążyły ptaki, niosąc wiadomości z odległych stron i pomagając w codziennych czarach. Przy domu rosły złote słoneczniki i niebieskie piwonie, których zapach mieszał się z leśną nutą.
Wanda była kochana przez wszystkich mieszkańców magicznej krainy, bo zawsze służyła pomocą. Dzięki swojej różdżce z leszczynowego drewna leczyła chorych, sprowadzała deszcz na spragnione pola, rozwiązywała wszelkie problemy i spełniała marzenia, szczególnie tych smutnych lub samotnych.
Lecz gdzie dobro, tam i cień. W głębokiej, ponurej jaskini, ukrytej pośród sękatych korzeni i popękanych głazów, mieszkał zły czarodziej Wardyn. Jego serce było twarde niczym skała, a oczy świeciły zielonym światłem, jakby wciąż szukały okazji do psot i intryg. Wardyn zazdrościł Wandzie jej popularności i dobroduszności. Siedząc na kamiennym tronie, planował chytre podstępy - raz próbował zarazić las śmiesznym wirusem kichania, innym razem chciał zamienić pokój kwitnący stołem w wirujący wir, by sprawdzić kto wytrzyma najdłużej. Gdy jednak zobaczył, jak cała kraina kocha Wandę i zasięga jej rady nawet w najdrobniejszych sprawach, jego zazdrość zapłonęła ogniem nie do ugaszenia. Postanowił, że musi zrzucić ją z piedestału i przejąć władzę nad wszystkimi.
Pewnego ranka, gdy słońce malowało fioletowe pasy na niebie, Wanda wyruszyła na spacer po tundrze. Pachniało mokrą trawą i solą z morza. Nagle usłyszała cichutkie pochlipywanie. Pod kępą trawy znalazła małego, czerwonego kraba w niebieskiej czapeczce. Krab miał na imię Karol i opowiedział Wandzie o swoim nieszczęściu - zaginęła jego magiczna muszla. Dzięki niej rozumiał mowę wszystkich stworzeń: ryb, ptaków, a nawet latających ćwirek. Teraz czuł się taki samotny i bezbronny.
Wandzie ścisnęło się serce. Obiecała, że pomoże Karolowi odzyskać muszlę. Razem ruszyli w głąb lasu, napotykając po drodze mchem porośnięte głazy, zwinne zajączki i śpiewające sikorki. Pod jednym z dębów spotkali szympansa o imieniu Szymon. Był bardzo bystry i niezmiernie towarzyski, a srebrne okulary wisiały mu na nosie. Znał każde drzewo, każdą ścieżkę i każdą historię krainy. Szymon wyszeptał Wandzie, że słyszał już pogłoski o Wardynie, który ukradł muszlę Karola. Opowiadał o jego złowieszczej jaskini i pułapkach, rozstawionych na nieostrożnych wędrowców.
Do ich ekspedycji dołączyła też Kasia - skoczny kangur o futrze w kolorze różowego zachodu słońca. Była nie tylko szybka i zwinna, ale także odważna. Jej rekordzistowskie skoki pozwalały ominąć rwące rzeki, grząskie bagna i przeskakiwać przez wysokie skały, na których Wardyn rozstawiał swoje zwodnicze iluzje.
Przyjaciele wędrowali przez ciemny las, rozświetlany przez świerszcze z płonącymi odwłokami, gdzie każdy cień mógł być pułapką, a każda mgła mogła ukrywać podstępnego lisa. Mijali tajemnicze jeziora, w których nocą odbijały się zorze polarne, kryjące w sobie magię północy. Przemierzali wybrzeże, gdzie fale przynosiły muszle szepczące o skarbach i zatopionych statkach.
W końcu dotarli do wejścia groty Wardyna. Z ust jaskini wypływała lekka mgła o zapachu starej lawendy, a ściany pokryte były tajemniczymi znakami, które fosforyzowały w mroku. Wanda wyjęła ze swojej sakiewki garść magicznych kamieni i pozwoliła im świecić, wskazując bezpieczną drogę. Szymon szedł pierwszy, nasłuchując, czy w ciemności nie czai się niebezpieczeństwo. Karol, ledwo zipiąc z emocji, trzymał się blisko Wandy, a Kasia raz za razem wykonywała ciche, acz bardzo dalekie skoki, by sprawdzić teren dalej przed nimi.
W środku, pośród wirujących na ziemi świetlików, na tronie z czarnego obsydianu siedział Wardyn. Jego płaszcz zdobiły kruki, a dłonie połyskiwały pierścieniami z zaklęciami. Przy jego nodze stała złocista skrzynia pełna skarbów, a na szczycie leżała... magiczna muszla Karola.
Wardyn widząc przybyszów, roześmiał się złowieszczo i uniósł różdżkę, próbując rzucić na nich klątwę zmieniającą każdego w kamień. Ale Wanda znała potężne zaklęcie obronne. Jej słowa były delikatne jak poranna rosa, lecz silne niczym wiatr północny. Klątwa odbiła się od magicznej tarczy i uderzyła w Wardyna, który zaskoczony i przestraszony, zamienił się w chmurę czarnego dymu, a potem - jakby nigdy go nie było - zniknął w spękanych ścianach jaskini.
W jeden wielki okrzyk radości, cała drużyna pobiegła do skrzyni. Karol odzyskał swoją muszlę i natychmiast zaczął rozmawiać z myszką, potem z sową, aż w końcu z samą Wandą, upewniając się, że wszystko działa jak należy! Szymon i Kasia niestrudzenie pomagali odnaleźć i pozbierać inne skarby, które Wardyn ukradł mieszkańcom krainy. Znaleziono posrebrzane podkowy konika polnego, zaginiony gwizdek jeża oraz pierścień z zawieszką dla starej żabki.
Z triumfem i śpiewem wrócili do wioski, gdzie wszyscy mieszkańcy powitali ich z otwartymi ramionami. Na środku rynku urządzono wielką ucztę, podczas której Wanda oddała przedmioty właścicielom, a każdy z bohaterów był obdarowany laurką i bukietem leśnych kwiatów. Karol ponownie rozmowaiał z wodą i z wiatrem, Szymon snuł mądre opowieści o odwadze, a Kasia uczyła skakać na belce nawet najmłodsze myszki.
Kraina znów rozbrzmiewała śmiechem, a ciepłe światło świec rozjaśniało noc. Wardyn nigdy już nie wrócił, a jego groźba zamieniła się w legendę, którą opowiadało się dzieciom na dobranoc.
A Wanda? Wanda wiedziała, że na świecie wciąż są stworzenia, które potrzebują jej pomocy - może na leśnej polanie, a może gdzieś za horyzontem, pod gwiazdami i księżycem. Z uśmiechem, z nowymi przyjaciółmi, wyruszyła na kolejną przygodę, a mieszkańcy krainy mogli już spać spokojnie, otuleni czułością i magią. Bo dobro, kochana wnuczko, zawsze znajdzie drogę przez każdy mrok.
A teraz, zanim zaplączesz się w kołdrę, spójrz przez okno na srebrzysty księżyc - może Wanda właśnie tam leci na swojej miotle, śmiejąc się cicho i szepcząc: „Dobranoc, malutka bohaterko. Jutro znów ruszymy na nową przygodę.”