Dawno, dawno temu, za siedmioma wydmami i dziewięcioma lasami, była sobie kraina tak niezwykła, że jej piasek lśnił w słońcu niczym złoto, a nocami gwiazdy odbijały się w ruinach starożytnych murów. W tej krainie, gdzie pustynne wiatry nuciły dawne melodie, a w sercu ruin kryły się tajemnice, żył pewien rolnik - Janek. Ach, jaka to była postać! Wysoki, z rumianą twarzą, zawsze uśmiechnięty i z oczami pełnymi blasku. Jego ręce, choć spracowane, były delikatne dla roślin i zwierząt, a serce miał tak wielkie, jak okoliczne wzgórza.
Janek uprawiał ziemię samotnie, ale nigdy nie czuł się samotny - bo wokół zawsze kręciły się jego wierne, niezwyczajne zwierzęta. Najdostojniejszy był indyk o imieniu Gościmir - mądry, stateczny, z kunsztownym wachlarzem piór w barwach tęczy. Była też wiewiórka Migotka, szybka jak błyskawica, o rdzawym futerku i ogonku puszystym niczym chmurka. Mieszkał tam także lew, którego Janek znalazł jako małego, głodnego lwiątka - teraz był królem pobliskiego gaju, o grzywie złocistej jak słońce. A papuga Pola, zielona jak liście figowca, potrafiła opowiadać historie we wszystkich znanych ptasim językach.
Pewnego upalnego ranka Janek, jak zawsze, obchodził swoje pola. Ale coś było nie tak - ziemia była twarda jak kamień, liście zwisały bez życia, a nawet najodporniejsze rośliny więdły pod pustynnym słońcem. Cisza, która zapanowała, była nienaturalna; znikły śpiewy ptaków i szczebiot wiewiórek. Janek ukląkł na ziemi, wziął garść jej do ręki i spojrzał ze smutkiem na spękane grudki.
„Co się stało, przyjaciele?” - zapytał swoje zwierzęta.
"Susza! Susza! Kraina umiera!" - zawołała przerażona Pola, trzepocząc skrzydłami.
Gościmir dostojnie podprowadził Janka do starej studni za stodołą. "Słyszałem dziś nocą, jak wiatr niósł szepty o klątwie, którą zły czarnoksiężnik rzucił na naszą ziemię!"
Janek spojrzał na zwierzęta. W ich oczach tlił się strach, ale i determinacja.
"Musimy wspólnie znaleźć tego, kto sprowadził na nas taką niedolę!" - powiedział dziarsko. I tak ruszyli: Janek niosąc torbę pełną narzędzi, indyk maszerując dumnie na czele, wiewiórka zwinna jak cień skacząca z kamienia na kamień, lew kroczący majestatycznie z tyłu, a papuga kołująca wysoko, by wypatrywać niebezpieczeństw.
Podróż przez pustynię była ciężka. Silny wiatr zacierał ślady, a niebo płonęło słońcem. Napotkali jaszczurki i skorpiony, które prosiły o kroplę wody, a z daleka rozbrzmiewały smutne głosy innych zwierząt. Papuga rozmawiała z karawaną mrówek, które doniosły, że widziały nocą postać mknącą ku ruinom. Stamtąd, z ciemności, rozlegał się złowrogi śmiech.
Wreszcie, zmęczeni i zakurzeni, dotarli do tajemniczego miasta, którego budowle były przechylone i zarosłe bluszczem. Pośród ruin, w dawnej wieży strażniczej, rozbłyskiwały niepokojące, fioletowe światła. Tam właśnie mieszkał zły czarnoksiężnik - nikt nie znał jego prawdziwego imienia, mówiono na niego Czarny Zefir, bo miał pelerynę utkane z mroków i oczy świecące niczym bursztyny.
Nie wahając się, Janek z przyjaciółmi weszli do wieży. Wewnątrz ściany lśniły runami - szeptały, że tylko siła serca, odwaga i mądrość mogą zdjąć klątwę.
Czarnoksiężnik przywitał ich szyderczym uśmiechem. „Nikt nie odważył się stawić mi czoła! Co za odważne zwierzęta i śmiertelnik!”
Indyk Gościmir wymyślnym tańcem i wachlarzem piór rozproszył magiczne światło, czyniąc czarownika ślepym na chwilę. Migotka wślizgnęła się do jego torby i poplątała mu wszystkie tajemne zwoje, uniemożliwiając rzucanie skomplikowanych zaklęć. Lew ryknął potężnie, aż mury się zatrzęsły, a magiczna różdżka wypadła z rąk czarnoksiężnika. Wtedy Pola wzbiła się wysoko i zaczęła opowiadać historie o dobroci, miłości i wspólnym życiu. Jej słowa miękły w sercu Zefira, przenikały przez jego pelerynę z cieni.
Janek zrobił krok do przodu i powiedział spokojnie: „Twoja moc pochodzi ze strachu i samotności. Ale nie musisz być już samotny. Możesz pomóc nam odbudować krainę - razem.”
Czarnoksiężnik milczał długo. Potem jego oczy przygasły. Opuścił pelerynę i westchnął smutno.
„Nikt dotąd nie mówił do mnie takim głosem...”
Drżącymi rękoma przywołał wiatr, który zebrał mrok i suszę, i wyprowadził je poza granice krainy. Ziemia zaczęła pić rosę, rośliny prostowały się, a ptaki znów śpiewały. Zefir schylił głowę i rozpuścił klątwę. Obiecał, że jeśli kiedykolwiek będzie mógł - pomoże, by nigdy już nie przyszło zło na tę ziemię.
Cała kraina świętowała. Zwierzęta tańczyły wśród pól pełnych zbóż, dzieci tuliły się do Janka i jego drużyny, a staruszki przynosiły im domowe ciasta z soczystymi jabłkami.
Janek przeszedł przez pole, dotykając zielonych źdźbeł. Był szczęśliwy, bo wiedział, że każdy, nawet najmniejszy, czyn odwagi i dobroci zmienia świat na lepsze. A indyk, wiewiórka, lew i papuga - oh, ci czwórka już do końca dni byli u jego boku, gotowi na kolejne niesamowite przygody.
Tak więc, kiedy tylko zgaśnie lampka, a księżyc zaświeci za oknem, pamiętaj - tam, za górami i pustynią, zawsze czeka na każdego miejsce, gdzie przyjaźń, mądrość i odwaga pokonują nawet najmroczniejszą magię.
Dobranoc, kochanie!