Królewna miała skórę jasną jak pierwszy śnieg i dlatego nazywano ją Śnieżką. Gdy jej mama umarła, król ożenił się po raz drugi — z kobietą piękną, mądrą i zimną jak studnia w listopadzie.
Nowa królowa miała lustro, które mówiło prawdę. Co rano stawała przed nim i pytała:
- Kto jest najpiękniejszy w całym kraju?
- Ty, królowo - odpowiadało lustro.
I tak było przez wiele lat, aż pewnego ranka lustro powiedziało:
- Śnieżka.
Królowa nie krzyknęła. Usiadła tylko przy oknie i siedziała bardzo długo, a kiedy wstała, miała już plan. Wezwała leśniczego i kazała mu zaprowadzić dziewczynkę w głąb boru i nie wracać z nią.
Leśniczy zaprowadził. Ale w środku lasu przystanął, zdjął czapkę i powiedział cicho:
- Idź przed siebie i nie oglądaj się. Ja powiem, że zrobiłem, co kazano.
Śnieżka szła do zmroku. Jeleń przeprowadził ją przez gęstwinę, gołębie wskazywały kierunek z góry. W końcu doszła do domku tak małego, że musiała się schylić w drzwiach.
W środku stało siedem talerzy, siedem kubków i siedem łóżek. Mieszkało tam siedmiu krasnoludów, którzy od świtu kopali w górze rudę, a wieczorem wracali brudni i głodni.
- Możesz zostać - powiedział najstarszy. - Ale nikomu nie otwieraj. W tym lesie bywają goście, którzy pukają bardzo uprzejmie.
Minęło kilka spokojnych miesięcy. Aż pewnego ranka lustro znów powiedziało „Śnieżka", i wtedy królowa zrozumiała, że leśniczy skłamał.
Przebrała się za starą przekupkę i zapukała do domku z koszem jabłek. Jabłka były czerwone i lśniące, a jedno, to na wierzchu, zostało napojone czarem.
- Skosztuj, dziecko. Za darmo.
Śnieżka skosztowała i osunęła się na próg.
Krasnoludy wróciły wieczorem. Nie potrafili jej obudzić. Nie mieli też serca jej pochować, więc ułożyli ją w szklanej skrzyni na polanie, gdzie było najwięcej słońca, i pilnowali na zmianę.
Minęła jesień. Zimą przez las jechał królewicz z sąsiedniego kraju i zobaczył szkło błyszczące między świerkami. Gdy krasnoludy podnosiły skrzynię, żeby przenieść ją bliżej domu, jeden z nich potknął się o wystający korzeń. Skrzynia szarpnęła, a kawałek jabłka wypadł Śnieżce z gardła.
Otworzyła oczy i pierwsze, co powiedziała, to:
- Jak długo spałam?
A królowa? Kiedy dowiedziała się, co się stało, poszła do swojej komnaty i stanęła przed lustrem. Tym razem nie zapytała o nic. Wzięła szal, zeszła po schodach i wyjechała z zamku o świcie. Nikt nie wie, dokąd. Lustro zdjęto ze ściany i wyniesiono na strych, bo Śnieżka powiedziała, że w domu, w którym ktoś codziennie pyta, kto jest najpiękniejszy, nikt nie jest szczęśliwy.
Z krasnoludami widywała się co roku. Zawsze przyjeżdżała sama, zawsze z workiem czereśni i zawsze schylała się w drzwiach.
Postacie w tej bajce
Kliknij obrazek — zobaczysz więcej opowieści z tym bohaterem.