Pewna kobieta bardzo pragnęła mieć dziecko. Dostała od starej znachorki ziarnko, zasadziła je w doniczce i już następnego ranka wyrósł z niego kwiat podobny do tulipana. Gdy płatki się rozchyliły, w środku siedziała dziewczynka wielkości kciuka. Nazwano ją Calineczką.
Spała w łupinie orzecha, pod kołderką z płatka róży, a za dnia pływała po talerzu z wodą, wiosłując dwoma włosiami z końskiego ogona. Śpiewała przy tym tak cicho i tak ładnie, że kobieta zapominała mieszać zupę.
Pewnej nocy przez uchylone okno wskoczyła ropucha.
- W sam raz na żonę dla mojego syna - zarechotała i porwała łupinę razem ze śpiącą dziewczynką.
Posadziła ją na liściu lilii wodnej na środku strumienia, żeby nie uciekła. Calineczka obudziła się otoczona wodą i rozpłakała.
Usłyszały to ryby. Nie umiały pocieszać, ale umiały gryźć. Przegryzły łodygę liścia i prąd poniósł Calineczkę w dół strumienia, daleko od ropuszej rodziny.
Całe lato przemieszkała na łące. Piła rosę z listków, jadła pyłek, a wieczorami przychodził do niej wróbel i opowiadał, co widział z góry. Było jej dobrze.
Ale po lecie przyszła jesień, a po jesieni pierwszy mróz. Trawa zbrązowiała i położyła się na ziemi. Calineczka owinęła się suchym liściem i szła przez pole, dygocząc.
Na skraju ścierniska znalazła norkę polnej myszy.
- Wejdź, dziecko - powiedziała mysz. - Mam ziarno i mam ciepło. Zostaniesz na zimę, a w zamian posprzątasz i poopowiadasz mi bajki.
W korytarzu obok mieszkał kret. Był bogaty, miał aksamitne futro i spiżarnię pełną po sufit. Był też ślepy i nie znosił słońca.
- Nienawidzę lata - mówił. - Za jasno, za głośno, wszystko rośnie bez sensu.
Mysz uznała, że to świetna partia.
- Wyjdziesz za niego - orzekła. - Będziesz miała ciepło do końca życia.
- Ale pod ziemią - szepnęła Calineczka. - Nigdy więcej nieba.
- Niebo się nie naje - odparła mysz, i to była szczera prawda, tylko nie cała.
W korytarzu kreta leżał wróbel. Wyglądał, jakby zamarzł jesienią. Kret trącał go łapą i mówił, żeby nie zawadzał. Ale Calineczka przychodziła do niego co noc, przykrywała go sianem i grzała mu pierś dłońmi wielkości ziarnka.
Pewnej nocy poczuła pod palcami bicie serca. Wróbel nie był martwy. Był zmarznięty.
Przez całą zimę wracał do sił, a ona nikomu o tym nie powiedziała.
Gdy nadeszła wiosna i wyznaczono dzień ślubu, Calineczka wyszła na powierzchnię, żeby po raz ostatni popatrzeć na słońce. Wtedy nad polem rozległo się znajome ćwierkanie.
- Wsiadaj - powiedział wróbel. - Zawiozę cię tam, gdzie ciepło jest przez cały rok.
Polecieli nad górami, nad morzem, nad białymi miastami. Wylądowali w kraju, gdzie kwiaty kwitną zimą, a w każdym kielichu mieszkał ktoś dokładnie jej wzrostu.
Calineczka została. Do polnej myszy pisała listy, bo mysz naprawdę nie chciała jej źle — po prostu znała tylko jeden sposób na przetrwanie zimy i myślała, że innego nie ma.
Postacie w tej bajce
Kliknij obrazek — zobaczysz więcej opowieści z tym bohaterem.
Zanurz się w płynących przygodach rzeki, gdzie zwierzęta i ludzie uczą się współpracy, odwagi i szacunku. Urocze historie przed snem dla każdego dziecka.