Dawno temu nad Wisłą stał gród, a nad grodem wzgórze zwane Wawelem. W zboczu wzgórza ziała jaskinia, a w jaskini mieszkał smok.
Nie był to smok z tych, co latają i zionią ogniem dla przyjemności. Ten był stary, ciężki i wiecznie głodny. Co rano wychodził z jamy i zabierał z pastwiska owce. Kiedy owiec zabrakło, zaczął podchodzić pod same chaty, a wtedy ludzie przestali wychodzić po zmroku.
Król Krak obiecał połowę królestwa temu, kto uwolni gród od smoka.
Przyjeżdżali rycerze w zbrojach, jeden po drugim. Wjeżdżali pod jaskinię z opuszczoną kopią i wracali — jeśli wracali — bez kopii i bez hełmu. Smok był po prostu za duży. Siła na siłę nic tu nie dawała.
W grodzie mieszkał wtedy chłopak imieniem Dratewka, uczeń szewca. Był chudy, miał sfatygowany fartuch i zero szans w pojedynku z czymkolwiek większym od gęsi. Za to od rana do wieczora przyglądał się rzeczom i myślał, jak są zrobione.
- Wszyscy próbują go pokonać - powiedział mistrzowi. - A nikt nie zapytał, dlaczego on właściwie tyle je.
- Bo jest smokiem - mruknął szewc.
- Bo jest wielki - poprawił Dratewka. - A wielkie ciało ma wielkie pragnienie.
Wziął owczą skórę i wypchał ją siarką, którą kupcy przywozili zza gór. Zaszył ją starannie, tak jak zszywa się but, żeby nie puścił na zakolu. Potem zaniósł kukłę pod jaskinię, ustawił na trawie i schował się za głazem.
O świcie smok wyszedł z jamy, zobaczył owcę i połknął ją bez namysłu.
Po chwili poczuł w środku ogień, jakiego jeszcze nie znał. Zaryczał, zbiegł ze zbocza i wpadł do Wisły. Pił i pił, aż rzeka opadła o dwie dłonie. Pił tak długo, że w końcu usiadł na brzegu, ciężko dysząc, i nie miał już siły podnieść się z mielizny.
Ludzie wybiegli z grodu z widłami. Ale Dratewka stanął im na drodze.
- Zaczekajcie - powiedział. - Popatrzcie na niego.
Smok leżał w płytkiej wodzie i wyglądał na to, czym był naprawdę: na bardzo stare, bardzo zmęczone zwierzę, które nie umiało już polować w lesie i dlatego brało owce z pastwiska, bo owce nie uciekały.
Rada trwała do wieczora. Postanowiono, że smok odejdzie w górę rzeki, gdzie są rozlewiska pełne ryb i nikt tam nie pasie owiec. Dratewka szedł obok niego cały dzień, na wszelki wypadek, i przez ten dzień żaden z nich nie powiedział ani słowa.
Król dał chłopcu, co obiecał, ale Dratewka wziął tylko tyle, żeby otworzyć własny warsztat. Robił buty, w których szło się daleko i wygodnie, a nad drzwiami powiesił szyld: „Tu się myśli, zanim się uderzy".
Gołębie na wawelskim dachu gruchały o tym jeszcze długo. A jaskinia w zboczu została pusta i jest tam do dziś.
Postacie w tej bajce
Kliknij obrazek — zobaczysz więcej opowieści z tym bohaterem.
Zanurz się w płynących przygodach rzeki, gdzie zwierzęta i ludzie uczą się współpracy, odwagi i szacunku. Urocze historie przed snem dla każdego dziecka.